MENU

Strona  Główna

Wyniki,terminarz...itp

Skład Drużyny Elmed Bydgoszcz

Statystyki zawodników

 

PODMENU

Archiwum

Migawki z meczów

Kontakt do CTP

Księga Gości

Linki

 

 

Last game: Elmed vs. PZP 3:2 !!!

Next game: Elmed vs. ??? ??.08.2010 g. ??:??
News: 04.07.10

Komplet !!!

Na zakończenie rundy zasadniczej sezonu 2010 na Siernieczku rozegraliśmy mecz na szczycie z rywalem, który od pewnego czasu jest drugą siłą tej ligi - PZP. Tym razem po meczu, który nie odbiegał swoją konwencją od wszystkich pozostałych pojedynków na trawie, wygraliśmy 3:2, odnosząc komplet siedemnastu zwycięstw w jednej rundzie (wygraliśmy wszystkie spotkania - ale o tym w podsumowaniu rundy). Do przerwy, mimo wielu dogodnych sytuacji bramkowych, przegrywaliśmy 0:2 po dwóch błędach przy rzutach rożnych, po przerwie szalę zwycięstwa przechylił ładny strzał Kapsla, sprytny strzał Dyszki i cudowne trafienie Dychy.

Warto jednak skupić się na innym aspekcie tego (i wcześniejszych spotkań) z PZP.

Nie wiem jak inni, ale ja nie mam kompletnie żadnej przyjemności grania meczy na szczycie z tym rywalem. Pomijam w zasadzie fakt, że rywal od kilku lat z uporem maniaka prezentuje określoną filozofię futbolu, polegającą na graniu na "nie", forsowaniu antyfutbolu sprowadzającego się do długiego wrzucania piłki w nasze pole karne, a także graniu bezpardonowym i momentami bardzo agresywnym. To prawo naszego rywala, aby wybrać sobie najlepszą z możliwych taktyk, chociaż prawdę powiedziawszy - patrząc na skład personalny tej drużyny - taki antyfutbol budzi zdziwienie. Z takim stylem trzeba się pogodzić, bo w futbolu liczy się efekt bramkowy, a nie styl w jakim dochodzi się do kolejnych sukcesów. Szkoda jednak, ze tej taktyce towarzyszy nieodzownie druga strona medalu, polegająca na kunktatorskim wykopywaniu piłki przy każdej okazji, złośliwym unikaniu gry (w czym celował w ostatnim meczu bramkarz rywali, któremu podawaliśmy piłkę do rąk) - słowem, metoda"do Tesco" wiecznie żywa.

Co to zatem za przyjemność grać z rywalem, który przez 80 minut spotkania wywala piłkę przez płot, w krzaki, szuka autów i rogów zamiast kombinacyjnej gry z klepki?

W trakcie drugiej połowy, kiedy dotychczas graliśmy trzema piłkami (dwiema naszymi i jedną rywali) w cudowny sposób ginie piłka rywali (zostaje schowana) - ma to być kolejny element układanki "sukcesu". Ma bowiem wyeliminować fakt, że gdy tylko jedna piłka ląduje pod Tesco, do gry automatycznie wprowadzana jest następna. Ale to nie wszystko. Gra na czas to też element taktyki i od biedy manewry takie, choć w zasadzie żałosne,świadczą o determinacji i "przebiegłości" naszych rywali. Gdyby na tym zakończyć litanię uwag, jeszcze nie byłoby najgorzej.

Poraża jednak najbardziej inna rzecz - mecze z PZP, nie wiedzieć w sumie dlaczego, traktowane są przez naszych rywali jak "święta wojna", jednak w złym tego słowa znaczeniu. Nie ma przyjemności rywalizowania z drużyną, która celuje od początku meczu w chamskich odzywkach (np. "pedały") w sytuacji, kiedy nasza drużyna jest cicha, spokojna i żadnej sytuacji nie prowokuje Nie ma przyjemności rywalizowania z drużyną, z ławki której nieustannie lecą chamskie uwagi pod adresem każdego członka drużyny i która celuje w wyjątkowym braku obiektywizmu w ocenie boiskowych wydarzeń. Dziwię się temu, że w amatorskiej lidze, gdzie rywalizacja toczy się wyłącznie o pietruszkę, rywal przychodzi na nas z nienawiścią w oczach, przez co wypada postawić sobie pytanie czy aby na pewno po to przychodzimy grać na Siernieczek. Choć w Elmedzie nie ma ludzi odstawiających nogi, to nie dziwię się kolegom, gdy widząc bezprzytomnie i bezkrytycznie szarżującego rywala mają jednak chwilę zawahania czy dla tego jednego pojedynku warto ryzykować zdrowiem, które mamy przecież jedno.

I dochodzimy do sedna - mecz, który powinien być wizytówką ligi na Siernieczku jest w gruncie rzeczy widowiskiem żenującym, nieatrakcyjnym, prymitywnym. Pisałem już o tym wcześniej, ale chyba do nikogo nie dotarło - czas przerwać tę spiralę w zasadzie jednostronnej nienawiści, bo z tego nie może wyniknąć nic dobrego. Chociaż Elmed do aniołków nigdy nie należał, to tym razem praktycznie wzorowo powstrzymaliśmy nerwy na wodzy, nie daliśmy się sprowokować rywalowi i nie daliśmy sprowadzić się do poziomu wyzwisk, prowokacji i nikomu niepotrzebnej agresji.

Dla mnie spotkanie z PZP to tylko i wyłącznie smutna konieczność, która nie wywołuje żadnych radosnych emocji wynikających z fajnej, równej rywalizacji. Te mecze po prostu trzeba zagrać i o nich zapomnieć. Żony i synka w żadnym wypadku na taki mecz nie zamierzam zabierać, bo nie wiedziałbym jak im wytłumaczyć fakt, że po takim spotkaniu bardziej chce się wymiotować niż cieszyć. I nikogo, kto chciałby zobaczyć na co tyle zdrowia zostawiamy co weekend na trawiastych boiskach, na ten mecz, mimo jego rangi i swoistej dramaturgii (nie pamiętam, aby ktokolwiek wygrał na trawie więcej niż jedną bramką), bym nie zaprosił, a wręcz zabronił. To spory materiał do przemyśleń dla niektórych osób.

Z własnej strony mogę jedynie powiedzieć, że wypada trzymać kciuki, aby wreszcie należycie odpalił Istanbul, z którym mecze to prawdziwa przyjemność (mimo, że często dochodzi do typowych, boiskowych spięć, w których również bywa ostro i gorąco, ale nie niebezpiecznie).

I na koniec smutny paradoks - płytkarze tak sumiennie kradli meczowy czas, że gdy Dycha strzelił na 3:2 zabrakło im właśnie tych kilku minut, aby gonić wynik. Kamil Wyrwa miał rację, gdy przyglądając się z boku temu pojedynkowi prorokował, iż taki właśnie będzie scenariusz ostatnich minut...

Yahoo

 
News: 03.07.10

Elmed - Siłownia 9:7 !!!

W zaległym spotkaniu pokonaliśmy zespół Siłownii Power Zone 9:7 !!!

Garsija

 
News: 25.06.10

"Zwycięstwo w dreszczowcu !!! "

Brawo Zespole !!! Elmed - Diatech 8:7 !!!

Garsija

 
News: 13.06.10

"Nieważne jak się zaczyna, ważne jak się kończy"

Choć Leszek Miller i jego rządy przeszły już do historii polskiego parlamentaryzmu, to po nim, jak to zwykle zresztą bywa, zostały barwne bon-moty, wśród których najbardziej chyba znanym jest ten przytoczony w tytule relacji meczu z Istanbulem.

Elmed aka Unirembud przeżywa ostatnio kryzys kadrowy, bowiem z różnych przyczyn (kontuzje, siła wyższa, narodziny dziecka:) ) nie możemy stawiać się na meczach w pełnym składzie, zaś kalendarz rozgrywek jest napięty. Przy niesprzyjającej pogodzie ciężko jest walczyć na dwóch frontach zwłaszcza, gdy gra się dwa mecze jednego dnia i to w mocno przetrzebionych składach.

To była nasza główna obawa przed meczem na szczycie z Istanbulem, który z roku na rok jest wzmacniany przez Macieja Mrozika graczami z najwyższej, szóstkowej półki. U nas w bramce niemalże już tradycyjnie Szczurekk, tył zabezpieczał kwartet Lesiu, Mański, Yahoo i Garsija, z przodu operowaliśmy Kapslem, braćmi Z., Trenerem i Mateuszem (miał swoją dwuminutówkę - wygrała kontuzja).

I chyba dlatego zaczęliśmy bardzo niemrawo. Istanbul, napędzany parą Szafa - Łukasz Stasiak z przodu, z ofensywnymi obrońcami Sławkiem Góreckim, Werbą i Pawełkiem szybko narzucił nam swoje warunki gry i zaprowadził swoje porządki. Objęli posiadanie piłki, grali z rozmachem od lewej do prawej, wymieniali szybkie podania, grę na jeden kontakt z obowiązkową zastawką. Zanim się obejrzeliśmy Werba przeklepał piłkę przed naszym polem karnym i mocnym strzałem pod poprzeczkę nie dał szans Damianowi. Chwilę później kolejna szybka akcja ofensywna Istanbulu przy odrobinie szczęścia ponownie doprowadziła do czystej pozycji strzeleckiej, , który celnym strzałem po rogu podwyższył na 2:0. A wszystko to przy naszej milczącej aprobacie i zezwoleniu na hasanie kebabowców pod naszym polem karnym. I kiedy wydawało się, że ten szóstkowy gwiazdozbiór będzie nam dyktować warunki do samego końca, mecz zaczął się - zrazu bardzo nieśmiało, ale jednak - wyrównywać.

Trudno powiedzieć, czy to efekt naszego przebudzenia (mocno wątpliwego na ten czas), czy cofnięcia się Istanbulu do defensywy, ale zaczeliśmy swoimi indywidualnymi przebojami lub prostopadłymi podaniami na zastawiającego się Dyszkę stwarzać sytuacje. Ze dwa razy spróbował Mański z dystansu i kilka indywidualnych akcji nie przyniosło efektu (przy wciąż groźnych wyjściach Istanbulu), aż w końcu Radek umieścił z lewej nogi piłkę w bramce naszych rywali. Chociaż przy stanie 1:2 dwukrotnie ratował nas słupek, to na przerwę zeszliśmy z wynikiem 2:2, kiedy indywidualny przebłysk Kapsla i jego znakomity strzał z lewej nogi dał nam remis. Tak jak bez walki daliśmy rywalom prowadzenie, tak oni nieco stanęli i oddali nam to, co wypracowali.

Po przerwie rozpoczął się jednak inny mecz. Już w końcówce pierwszej połowy zagoniliśmy nieco rywala pod jego bramkę, w drugiej połowie zaczęliśmy od skoncentrowanej gry w obronie, co zaczęło owocować coraz liczniejszymi kontrami. Zaczęliśmy oddawać znacznie więcej strzałów na bramkę Istanbulu, w czym w zasadzie brylował Kapsel (ale i bracia mieli swoje sytuacje). Na prowadzenie 3:2 wyszliśmy po przytomnym rozegraniu rzutu wolnego przez Dychę, kiedy krótko zagrał obok organizujących mur rywali do Dyszki, a ten z bliskiej odległości umieścił piłkę pod ladą bramki rywali. Nasza gra w tym momencie mogła się podobać, bo zdominowaliśmy rywala, nie robiliśmy błędów w kryciu, mieliśmy największą kontrolę nad przebiegem meczu w całym jego przekroju. Niestety, wystarczyła chwila nieuwagi (zmiana w kryciu), żeby Łukasz Stasiak przy biernej postawie Kapsla i Dychy lekko dziubnął piłkę głowną nad Szczurkiem i Istanbul złapał kontakt. Szkoda bramki, bo bardziej pachniało kolejną dla nas niż kontaktową dla rywali...

Na szczęście jednak, wśród kilku niemiłosiernych pudeł (Dycha ostrzeliwywał słupki Istanbulu w tej fazie bodajże dwa czy trzy razy) , już z Głową w bramce (dotarł nasz Pan Sędzia), Dycha niezbyt silny strzałem z rzutu wolnego, po rykoszecie, podwyższył na 5:3. Znowu mieliśmy pewien komfort, który straciliśmy po moim niezbyt precyzyjnym zagraniu, które doskonale przeczytał Maciej Mrozik (coraz bardziej zaczyna przypominać Srebrnego Lisa Ravanelliego), dograł do pustej bramki do Szafy i zrobiło się 5:4. Chwilę później identyczny błąd Leśniara mógł doprowadzić do remisu, jednak tym razem nam się upiekło. W odpowiedzi dwa bliźniacze sprinty w sytuacji "sam na sam" z bramkarzem Istanbulu przeprowadził Kapsel i w sytuacji drugiej, trudniejszej, umieścił piłkę w długim roku bramki kebabów i wynik został ustalony na 6:4.

W pierwszej połowie wróciliśmy z dość dalekiej podróży. O końcowym triumfie zadecydowała druga połowa, w której byliśmy lepsi - tak walczący Elmed (błędy mogą się trafić każdemu, wszak futbol to gra błędów) chciałoby się oglądać w każdej następnej kolejce.

Końcowy passus chciałem poświęcić Trenerowi, który dzisiaj był cichym bohaterem spotkania - świetnie zastawiał, dogrywał. Jest jak wino - im starszy tym lepszy. Dobrze, że nie muszę grać przeciwko niemu, bo czułbym się zawstydzony będąc ogrywanym przez tak doświadczonego gracza.

Yahoo

 
News: 03.06.10

Zadecydowało 20 minut 2 połowy !!!

AHE 10:8 !!!

Garsija

 
News: 03.06.10

Nie ważne jak, ważne że do przodu !!!

Kolejka numer to spotkanie z drużyną organizatora a więc z BWS. Kadra rywala bardzo skromna, ledwie 2 zmienników. W naszym zesople tym razem, każdy miał swojego partnera do zmiany. Na bramce stanął zaś Szczurekk (jeszcze na antybiotykach - szacun!).

Mecz rozpoczął się od szybkiego prowadzenia 2:0. Najpierw Dycha wykorzystał rzut karny po faulu na bracie. Chwilę później Mański prawie z połowy boiska uderzył precyzyjnie po długim słupku. Być może to szybkie prowadzenie uśpiło Nas. Nie wiem. Po paru minutach "Chudy" ograł 3 naszych zawodników i wyłożył piłkę do pustej bramki. 2:1. Znowu upłyneło trochę czasu i ponownie 2 bramki przewagi. Strzelcem tym razem Dyszka. Do przerwy wynik jednak brzmi 3:3. Najpierw Sobek bezpośrednio z rzutu wolnego pokonuje Szczurka. A tuż przed gwizdkiem końcowym, strata przez Wojtka w środku boisku piłki zaowocowała mocnym strzałem rywala do naszej sieci.

Druga połowa to mała wymiana ciosów. W końcu udało się wyjść na prowadzenie po dwójkowej akji Dycha z Matim, przy której ten drugi dwukrotnie przełożył sobie piłke i wyprowadził zespół na prowadzenie. Gdy po raz kolejny trafił Dycha wydawało się, że spokojnie będziemy zwiększać przewagę. Jednak dobrze tego dnia bronił bramkarz BWS, który powstrzymał wiele strzałów napastników Elmedu. Pada w między czasie bramka na 5:4 strzelona przez Remiego i znów jakieś tam nerwy się pojawiają. W kolejnym okresie gry rywal jednak osłabł co musiało w końcu nadejść a my wykorzystaliśmy tą sytuację strzelając 5 bramek (z czego 4 Dychy!) ! W samej końcówce wynik zmniejszył kapitan zielonych, ustalając jednocześnie rezultat spotkania na 10:5.

Rozpoczyna się teraz dla Nas seria kluczowych spotkań. Już jutro zagramy z nie wygodnym i silnym zespołem AHE (dawniej Biuro Plus, Budweiser). Następnie w kolejce czekają na Nas : Istanbul, Siłownie Power Zone, Diatech i PZP.

Napewno zabraknie jutro Głowy, zastąpi go natomiast Sylas. Pozostali zawodnicy powinni się również stawić na spotkanie. Teraz co mecz mobilizacja 100% Panowie!!!

Garsija

 
News: 31.05.10

Źle, lepiej, źle i Wojcieeeeeech Kaaaaasiorek !!! 

Każda passa musi dobiec końca, by inna passa mogła się rozpocząć. Pytanie , czy warto tę pierwszą kończyć, niemal otrzymało odpowiedź twierdzącą. Niemal. BPiK to nie jest materiał na mistrza, to nie jest nawet pretendent do bicia pretendentem do mistrza. BPiK to solidny środek tabeli, to, jak nazwa wskazuje Bieganie, Piłka i Kopanie. Niby nic a jednak.

Skład Elmedu szału nie robił. Z różnych przyczyn większość składu nie dojechała i przed pierwszym gwizdkiem na zielonym polu stał skład dość minimalistyczny, bo z rezerwą jednoosobową i do tego bez nominalnego bramkarza. Trudna sytuacja wymusiła zaskakujące rozwiązania. Wizytujący kraj ojczysty Aleks podjął rękawicę (a właściwie rękawice, bo sztuk dwie - podziękowania dla KJa z Istanbulu) i wystawił się pomiędzy słupkami. Z braku laku...

BPiK liczebnością przeważał, grą niespecjalnie. Elmed miał okazje, rywal miał bramki. Najpierw po długim słupku, potem po wolnym (plus żółta kartka dla interweniującego golkipera) zrobiło się nieciekawie. Cóż z tego, że były bardzo klarowne sytuacje, skoro napastnicy usilnie próbowali obalić prawa fizyki mówiące, że trudno jest przecisnąć ciało stałe (piłka) przez ciało stałe (ciało bramkarza, które mimo, że stałe, to jeszcze się poruszające). Niewykorzystane sytuacje kontra skuteczność i do przerwy wynik 0:2 dla rywala.

Druga połowa to zmiana "jedynki" w Elmedzie i lepsza gra ofensywna, przynosząca efekty. Dycha z wolnego (jakby tak wały powodziowe budowano, jak mur do wolnego, to by teraz Polska była częścią Bałtyku), Kaczor po rykoszecie (chciałby Pan Wojciech sobie bramkę przywłaszczyć, ale nie, nie, nie), ładna dwójkowa Ejan - Dycha i Ejan samemu ze sobą po kilku zwodach i innych wygibasach i wynik robi się przyzwoity.

Show musi być, jak to śpiewał niejaki Fred Mercury. Dycha notuje upadek, podbity stratą, później niedokładność w szeregach i remis. A czas płynie. Minuta za minutą i to BPiK ma szanse. Zastanawiające jest, jak to się człowiek musi natrudzić, by w sytuacji sam na sam z pustą bramką przegrać taki pojedynek. Bywa. A zegarek sobie sekundy odlicza do wyznaczonej pory. 4, 3, 2 i w końcu minuta do końca. Karne się rozgrzewają, bo liczą na moment chwały. Karne jednak nie doceniają Kasiorka Wojciecha. Minuta i one player show - Kasiorek 5:4 i Kasiorek 6:4. Jak, gdzie i skąd, nie wie nikt, ale fakt jest bezsprzeczny - dwa trafienia w 60 sekund i ten właśnie zawodnik kradnie przedstawienie w sposób tak bardzo ordynarny, że aż piękny. 6:4 i dziękujemy bardzo tym, którzy tak bardzo liczyli na niespodziankę i się przeliczyli. Passa nadal trwa.

Nie ma co ukrywać. Pierwsza połowa to klasyczna sytuacja, gdzie prowadząca drużyna nie wygrywa, co ta druga przegrywa. Druga odsłona szału nie robiła, ale nie chodzi o fajerwerki, a o bramki. Skąd nerwówka? Za mało ludzi do gry i ciężki mecz z poranka się w nogach i głowach odłożył. Punkty jednak są i to jest najważniejsze. Trzeba jednak nadmienić, że szwankuje komunikacja. Nie tak dramatycznie, by załamywać ręce i wzrokiem szukać zbawienia na niebie, ale takie niuanse warto poprawić przed meczami z dużo lepszymi przeciwnikami. BPiK się starało, kaliber jednak nie ten. Po prawdzie taktycznie chłopaki przegrali, bo mając tylu zmienników, nie potrafili zajechać zmęczonego mistrza. Ale to już nie jest problem Elmedu, czyż nie?

Sir Aleks

 
News: 26.05.10

Kontuzja Przemka !!!

Do końca pierwszej rundy a może i dłużej przyjdzie nam grać bez Przemka. Doznał On kontuzji podczas wczorajszej gry na orliku przy ulicy Piwnika Ponurego. Wydawałoby się, iż gramy tak zawsze dla przyjemności, jednak tym razem jeden ze znajomych nie zapanował nad emocjami i zbyt ostro zaatakował młodego napastnika, który upadł tak nie fortunnie, iż teraz musi chodzić w gipsie! Przemek ma złamany obojczyk i wypadł z gry na około 6 tygodni. Pozostaje Nam życzyć Przemkowi szybkiego powrotu do zdrowia i na boiska !!!

Garsija

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Archiwum: [0] [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9]
Sponsor :

link do strony sponsora
Osiągnięcia :

"Halowe W-ce Mistrzostwo PLSP 2009/2010 !!!"

"Mistrzostwo Ligi PLSP 2009 !!!"

"Mistrzostwo Ligi PLSP 2008 !!!"

"Halowe Mistrzostwo PLSP 2007/2008!!!"

"Mistrzostwo Ligi PLSP 2007 !!!"

"Halowe Mistrzostwo PLSP 2006/2007!!!"

"MISTRZOSTWO LIGI PLSP JESIEŃ 2006!!!"

"W-ce Mistrzostwo LIGI PLSP WIOSNA 2006!!!"

"Halowe Mistrzostwo PLSP 2005/2006!!!"