Ostro i do przodu
Hewar. Kiedyś to było coś. Kiedyś to był zespół, którego trzeba się było bać. Mocna firma, zaliczana do czołówki rozgrywek amatorskich. Kiedyś. Teraz Hewar jest mocny, ale lata robią swoje i motoryka trochę szwankuje, a samym cwaniactwem nie zawsze da się wygrać...
Skład przedmeczowy nie był specjalnie obfity. Lista nieobecnych długa: Halski, Kaczor, Dyszka, Ejan, Kuziem. 3 rezerwowych było i tak dłuższą ławką, niż w Hewarze. Mecz zaczął się, można śmiało powiedzieć, klasycznie. Senność z naszej strony i ostre natarcie rywala. Tylko refleksowi Aleksa i nieskuteczności można zawdzięczać utrzymanie remisu w krytycznym czasie. Skoro Hewar nie mógł, to czemu nie my. Dycha raz. Hewar jakaś kontra niewykończona. Cielak dwa. 2:0 i stare błędy. Podpalenie się, przechwyt w środku pola i gol kontaktowy na 2:1. Chwilę później 2:2. Na szczęście sędzia zauważył rywala, który za cel postawił sobie wciśnięcie bramkarza pod powierzchnię trawy. Zamiast spokojnego wyniku, nerwy. Wynik jednak nie uległ zmianie. Druga połowa to troche inne oblicze. Hewar atak pozycyjny i wiele rzutów wolnych (trafiliśmy na wyjątkowo zmęczonego zawodnika z nr 9, który non stop się kładł, kiedy tylko czuł męskie i silne ramiona za swoimi plecami - miłość można znaleźć wszędzie, więc szukał jej, niestety bez wzajemnośći), a my kontry. Trener trzy po pięknym oknie. Chwile później przełomowa akcja meczu: Lesiu fauluje w polu karnym, sędzia wskazuje na wapno. Rozbieg, strzał i ... Aleks broni. Rywal doskakuje do sparowanej futbolówki, ma może metr do bramki, strzela i ... trafia w ręke rzucającego się bramkarza. Rożny. Przechwyt bramkarza, daleki wyrzut. Dycha cztery. Zamiast 3:2 robi się 4:1. Dziękujemy, Hewar stracił szanse na kontaktowego gola i chyba nadzieję na cenne 3pkt. A my jeszcze raz, Dycha pięć. I tak też się skończyło.
Mimo fatalnego początku zdobyliśmy ważne punkty. Mecz był ostry (o czym przekonał się szczególnie rywal twardo potraktowany przez Głowę - do wesela się zagoi...), ale pasjonujący zarazem. Trochę za dużo fauli pod polem karnym, trochę za słaba skuteczność, jednak nikt o styl się nie martwi, skoro jest dobry rezultat. Gdyby Hewar miał dłuższą ławkę, to kto wie. Hm, gdybyśmy my grali z dłuższą ławką, to też kto wie. 5:1 na naszą korzyść.
Na wyróżnienie zasługuje Aleks, który kilkukrotnie wygrywał pojedynki sam na sam, przeskakiwał nad głowami rywali (nie ważne, że się schylali) i rozpoczął skuteczną obroną akcje meczu. Jak zawsze mało efektownie, ale za to efektywnie.
Warto odnotować mało znaczący fakt w kontekście meczu - JESTEŚMY MISTRZAMI !!!