"Tym razem Auchan... !!!"
Mecz z Auchan, ostatni przed wakacjami, miał dać nam odpowiedź na to, z jaką przewagą nad najgroźniejszymi rywalami przystąpimy do rozgrywek jesiennych. Niektórzy określali go mianem "meczu przyjaźni", ale wydarzenia boiskowe mocno zweryfikowały tę tezę.
Sam początek meczu to od razu duży pech dla nas ponieważ przy próbie oddania strzału Kaczor ucierpiał w starciu z obrońcą przeciwniki i już nie kontynuwał spotkania (kontuzja kostki :(, wykluczy ona go z gry na około 1-2 m-ce?!).
Pierwsza połowa wyglądała raczej jako niezła partia szachów, bowiem padła tylko jedna bramka (Dyszka wykorzystał fatalny błąd przy zmianie u naszych rywali), sytuacji podbramkowych znowu nie było za wiele (znacznie więcej my ich stworzyliśmy niż rywale) a gra z reguły toczyła się w bezpiecznej dla obu drużyn odległości od bramek. HT 1:0 .
W drugiej połowie, w bardzo krótkim odstępie czasu Auchan trafił dwukrotnie, wykorzystując nasze coraz większe cofnięcie. Wiarę przywrócił Kiziu, który przytomnym strzałem z rzutu wolnego nie dał szans Świetlikowi. Niestety, agresywnej walki, preferowanej przez rywala, nie zdołaliśmy podjąć i niedługo rywal znowu prowadził, tym razem 4:2. W tym okresie gry brakowało kogoś, kto by pociągnął zespół, krzyknął, ustawił - graliśmy praktycznie na stojąco, nie tworzyliśmy zbyt wielkiego monolitu jako drużyna, dawaliśmy się "przepchnąć".
Do tego doszło zachowanie typowe dla wielu szóstkowych drużyn, bowiem rywal kilkukrotnie wybijał piłkę "byle dalej w las", a bramkarz Auchan (nota bene miał do tego pełne prawo) miał problemy z poprawnym złapaniem piłki leżącej tuż obok jego nogi.
Ładna bramka Dyszki przywróciła nadzieję, ale chwilę później Brzezin w swoim stylu bezlitośnie wykorzystał nasz fatalnie rozegrany rzut wolny i zrobiło się 5:3. Nasze ataki nabierały co prawda na sile, bramka Świetlika była coraz bardziej ostrzeliwana (hattricka skompletował Dyszka), jednakże to do Auchan należało ostatnie słowo, gdy między słupkami stał już Szczur (w celu zwiększenia atakującej liczby graczy).
Mecz w zasadzie przegraliśmy na własne życzenie, bo znowu zagraliśmy za głęboko i zbyt małą liczbą atakujących, do tego momentami nie potrafiliśmy podjąć agresywnej walki - no i nie wybijaliśmy piłki w las gdy mieliśmy jednobramkowe prowadzenie. Czas się tego chyba nauczyć.
Porażka ta oznacza przerwanie naszej serii 12 zwycięstw z rzędu. Jednak nie ma co się zbytnio załamywać... Miejmy nadzieje, że po przerwie wakacyjnej w kluczowych meczach to My będziemy górą.