Podsumowanie sezonu 2009!
Najlepsza ofensywa w lidze, druga obrona w lidze, najwięcej zwycięstw i najmniej porażek, indywidualnie tytuł króla strzelców, trzecie miejsce w klasyfikacji Fair-Play, trzecie miejsce w klasyfikacji bramkarzy - oto statystyczny obraz Elmedu w trawiastym sezonie 2009 w Superlidze Siernieczka, okraszony zdobyciem czwartego z rzędu tytułu mistrza rozgrywek.
Jak można jednym przymiotnikiem opisać ten sezon? Moim zdaniem, należy go określić jako . sinusoidalny. Nie wdając się w szczegóły, jego pierwsza połowa była w naszym wykonaniu do bólu "niemiecka" - z reguły wygrywaliśmy bardziej determinacją niż finezją, sprawialiśmy wrażenie jakby wspólna gra, po pełnym upokorzeń sezonie halowym 2008/2009, przestała nas tak bardzo cieszyć jak do tej pory. Niemiecki, konsekwentny styl grania (bramka Kapsla na 6:5 z PGF!) doprowadził do stanu posiadania sześciopunktowej przewagi po 10 kolejkach. Ostatnie trzy mecze na szczycie oraz początek rundy rewanżowej zniwelowały tę przewagę do 0, przy czym od tego momentu głównym i w zasadzie praktycznie jedynym rywalem w walce o koronę mistrza pozostawało PZP. Drugą rundę zagraliśmy piłkarsko lepiej, wygrane przyszły z większą łatwością (moim zdaniem to efekt utracenia kolejnego bastionu dominacji, jakim był Puchar Rady Siernieczka i kolejne upokorzenie doznane w karnych) i ostatecznie zakończyliśmy rywalizację z trzema punktami przewagi nad PZP.
Na co ja chciałbym zwrócić uwagę w kontekście tych rozgrywek? Oto moja, subiektywna lista wydarzeń, które z tego sezonu pozostaną na dłużej w naszej pamięci:
Totalny brak szans na rywalizację Szczurka w klasyfikacji kartkowej.
Nie martw się Damian tym bardzo odległym miejscem. Szczerze powiedziawszy, nie masz szans z takimi tuzami tej klasyfikacji jak Basiu, Jacek Kajko czy Goły. To nie ten poziom rywalizacji.
Dwumecz z PZP.
Te mecze stają się powoli klasykiem Siernieczka, ze swoją historią i dramaturgią. Tym razem zremisowali śmy i przegraliśmy w karnych, a w rewanżu polegliśmy 2:3. Wszystkie mecze z tym rywalem są łudząco podobne do siebie, bowiem z reguły to my próbujemy grać piłką, a rywal zdobywa pole długimi zagraniami na Sticha lub zastawiających się napastników. W obu meczach naszym katem był Irek Szczęsny, któremu piłka wyjątkowo siadała na nodze. Oba mecze były na styku i takie tez były rezultaty.
Są jak zwykle plusy i minusy. Dobrym prognostykiem jest podjęcie przez nas walki preferowanej przez rywala, a toczącej się często na cienkim balansie pomiędzy grą twardą a brutalną i dostrzeżenie tego przez organizatorów (dwóch sędziów na rewanżu) i ... sędziów (znakomite sędziowanie rewanżu). Ogólnie znowu zabrakło nieco szczęścia i koncentracji.
Złym prognostykiem jest natomiast postawa niektórych z naszych rywali, którzy przy każdej nadarzającej się okazji rynsztokowo nas lżą, a po meczu podają rękę. Porzućmy tę hipokryzję. Mecze z PZP właśnie z tego powodu nie sprawiają przyjemności, bo co innego powalczyć w atmosferze adrenaliny i sportowej złości, a co innego w atmosferze nienawiści i wyzwisk.
Złe nawyki obronne.
Jestem już na tyle długo w Elmedzie, że mogę śmiało powiedzieć, że trochę się zagalopowaliśmy w chęci odebrania piłki i rozpoczęcia świetnego kontrataku, najlepiej otwierającego drogę do bramki jednym podaniem. Panowie, to nie ten poziom, nie ma się co oszukiwać. Niektóre piłki są już z góry stracone, a niektórych nie warto utrzymywać w polu gry lub na siłę szukać partnera (zgrozo, przez środek!). Do tego dochodzą dziwne przestoje w koncentracji. Przykładem jest babol Lesia z PZP w 1 minucie rewanżu, ale w zasadzie to każdy mniej lub bardziej ma coś w tym względzie za uszami.
Zatem zasada nr 1 - pełna koncentracja, niektóre piłki warte są tego, by pofrunąć daleko za boczną, ustawienie szyków obronnych na tak małej przestrzeni to PODSTAWA.
Roszady kadrowe i kontuzje.
Witamy Kaniola i Swayze. Doświadczyli chyba, że granie w szóstkach jest diametralnie inne niż odmienne formy uprawiania piłki nożnej. Obaj z czasem okrzepli w drużynie, stali się cennymi wzmocnieniami i pokazali kawałek dobrej piłki. Muszą wybaczyć, jeżeli gdzieś po drodze usłyszeli parę rugających słów - każdy przez to przeszedł.
Podziękowania dla Sylasa za bycie "emergency keeperem".
Sezonu nie rozegrali z nami ani Cielaczek ani Kaniucha. Obaj leczą poważne kontuzje i nie wiadomo kiedy wrócą. Ciężką kontuzję odniósł Kapsel, ale zdążył wrócić do drużyny na najważniejsze mecze.
Chodzą słuchy, że to ostatni sezon w formule Superligi Trenera. Niby to decyzja ostateczna, ale jak to mawiają - "nigdy nie mów nigdy". Gdyby jednak, dziękujemy za wspaniały wkład w wywindowanie Elmedu do pozycji dominatora tej ligi.
Ostatni mecz o mistrzostwo.
To osobna historia. Może do przerwy spotkanie z Siłownią (2:2) nie było wielkim widowiskiem, ale toczyło się w szybkim tempie i było elektryzujące. Burza wisiała w powietrzu, paru osobom udzieliła się spora presja i spętała nieco nogi (Dycha!). W przerwie Siłownia zwinęła się z boiska w ramach protestu przeciwko organizatorom za przełożenie tydzień wcześniej meczu, co uniemożliwiło stawienie się w konkurencyjnym składzie i w konsekwencji przegranie walki o 3 miejsce z Diatechem.
Czy to dobra forma? Nie podejmuję się oceny. Faktem jest, że niezmiernie zaskoczyli tym nas, płytkarzy i wszystkich obserwujących mecz. Mistrzostwo powędrowało do nas i nie możemy zapominać o tym w kontekście całego sezonu, ale pozostały mieszane uczucia, które do tej pory nie pozwalają cieszyć się w pełni z zasłużonego sukcesu. Liga straciła wiele ze swojego blasku.
Yahoo_323