" Mistrzowski samogwałt ... "
Darujmy sobie patetyczne i podniosłe wstępy i od razu przejdźmy do rzeczy. Spotkanie EuroGol-MDD Bydgoszcz z Elmedem to spotkania obrastające w swoją własną historię, w których często gęsto ważyły, ważą się i prawdopodobnie będą się ważyć losy niejednych rozgrywek. Tym razem padło na futsalową ligę Siernieczka, bo to w chwili obecnej w zasadzie jedyny punkt styczności, gdzie oba zespoły pod tymi nazwami i w tym składzie personalnym miały się spotkać.
Zamiast bezbarwnego opisu meczu, warto napisać parę słów o przyczynach rezultatu - 5:3 dla MDD.
Zanim napisałem tę relację, zdążyłem się już spotkać z kilkoma opiniami na temat tego meczu (w większości sprowadzały się one do twierdzenia, że byliśmy słabsi i zasłużenie przegraliśmy). Generalnie nie sposób się nie zgodzić ze stwierdzeniem, że nie zagraliśmy na miarę swoich możliwości, ale gra się tak jak przeciwnik pozwala i ... prawdę powiedziawszy nasz szanowny weekendowy rywal też niczego specjalnego nie pokazał.
Zacznijmy może od tego, że mecz miał jednostronny przebieg - jednostronny, bo nieustannie goniliśmy wynik. Nie wnikajac kto i dlaczego, ale znowu zaczęliśmy mecz od stanu 0:1 tracąc bramkę w taki sposób, jaki klasowym zespołom nie przystoi. Jak mantę powtarzamy sobie, aby bardzo uważnie rozegrać piłkę, aby wejść w spotkanie skoncentrowanym, aby zamiast oddania rywalowi okazji do kontry, to wywalić ją nawet do Tesco. Niestety, po raz kolejny zaczynamy z pozycji goniącego, co kosztuje nas - co oczywiste - sporo sił.
Bramkę wyrównującą goniliśmy kilkanaście minut, pozwalając MDD rozgrywać piłkę w ulubiony sposób tej drużyny. Oczywiście, buduje to wrażenie, że byliśmy optycznie słabsi, ale jest to głównie zapłata za głupio oddaną bramkę. Pierwsza połowa zatem powiedzmy równa (gwoli sprawiedliwości - dwa razy wybiłem piłkę z linii bramkowej, ale i nam okazji nie brakowało).
Druga swoim przebiegiem w zasadzie nie uległa zmianie, bowiem misternemu budowaniu akcji przez MDD przeciwstawialiśmy agresję i pracę w obronie. Niestety, Krzysiowi zeszła piłka, odbiła się od uciekającego do narożnika boiska Szafy (od brzucha!) i wkulała się do bramki... Kuriozum ! Niedługo potem, po akcji bilardowej, rywale oddali nam bramkę i była to jedyna frajerska bramka, na jaką z ich strony mogliśmy liczyć (Fido wespół ze Swayzem umieścili piłkę w bramce). Następnie, kolejne "genialne" wyprowadzenie piłki z naszej strony zakończyło się przymusowym skierowaniem swojaka przez Leśniara... 2:3. Generalnie nasz Tomaszek nie miał zbyt udanego dnia, ale apogeum miało dopiero nastąpić. Mecz wciąż nie był "otwarty", bowiem obie ekipy wciąż bardziej pilnowały tyłów aniżeli (co zrozumiałe w przypadku MDD) rzucały wszystko do przodu. Po wślizgu Szczurka Heniu rozegrał rzut wolny, ja zrobiłem krok do przodu i Hubert dostawił nogę na 4:2. Kolejny szkolny błąd. Nie mając nic do stracenia, zagraliśmy z Dychą jako "piątym" i zepchneliśmy rywala do obrony.
Nasze rozgrywanie szybkie rozgrywanie piłki przynosiło efekt, bowiem było z czego uderzyć, co wykorzystał Dyszka umieszczając piłkę w bramce sprytnym strzałem z "dużego" palca. I kiedy wydawało się, że wszystko zaczyna się układać, Mapet przeczytał (co nie było w sumie zbyt dużą sztuką) zagranie Leśniara, który piętą postanowił poklepać z Dychą, przeciął to podanie i wjechał do pustej bramki. Jeszcze "Marian" gwizdnął pod koniec przedłużony rzut wolny dla rywala, który zmarnował Olo i mecz zakończył się wynikiem 3:5. Oznacza to, że żegnamy się z marzeniami o odzyskaniu mistrzowskiej korony na siernieczkowej hali.
Jako drużyna pokazaliśmy nieco z naszych atutów, bowiem woli walki, ambicji i chęci dogonienia wyniku nikt nam nie może odmówić. Można jedynie ubolewać, że nie zawsze i nie wszystkim (każdy rozważa swoje błędy samotnie i niech wyciągnie z nich lekcję) starcza konsekwencji, koncentracji i wyobraźni w sytuacji, kiedy mają piłkę przy nodze. Żeby nie było, że tylko tak pałuję naszą formację defensywną, to warto dopowiedzieć, że czasem (zwłaszcza w takim meczu jak z MDD) trzeba uderzyć to, co nachodzi na "buta" i jest w obrębie sytuacji, którą określić można już jako "strzelecka".
No i nie zapominajmy o bardzo dużym osłabieniu, które mamy na własne życzenie - nie ma bowiem chyba wątpliwości, że brak Kapsla w naszej drużynie był dużo bardziej widoczny aniżeli przymusowy urlop Gruszki u naszych rywali. To także cenna lekcja na przyszłość, bo sędzia jaki jest - każdy widzi, a chwilą zapomnienia można naprawdę osłabić zespół na mecze, gdzie każda indywidualność jest na wagę złota.
W sumie wrażenia z tego meczu? Jako były zawodnik MDD, który uczestniczył w pogromie Elmedu - i jako obecny zawodnik Elmedu, który uczestniczył w pogromie MDD mogę tylko powiedzieć, że był to chyba najdziwniejszy z dotychczasowych meczów tych drużyn. Oddaliśmy Panowie chociażby ten cenny remis w dużej mierze na własne życzenie i pozostaje nam tylko pogratulować MDD mistrzostwa ligi.
Yahoo