MENU

Powrót do Str. Głównej

Wyniki,terminarz...itp

Skład Cigny

Statystyki zawodników

 

PODMENU

Archiwum...poprzednie ligi

Migawki z meczów

Kontakt do CTP

Poprostu KG

News: 31.05.10

Źle, lepiej, źle i Wojcieeeeeech Kaaaaasiorek !!! 

Każda passa musi dobiec końca, by inna passa mogła się rozpocząć. Pytanie , czy warto tę pierwszą kończyć, niemal otrzymało odpowiedź twierdzącą. Niemal. BPiK to nie jest materiał na mistrza, to nie jest nawet pretendent do bicia pretendentem do mistrza. BPiK to solidny środek tabeli, to, jak nazwa wskazuje Bieganie, Piłka i Kopanie. Niby nic a jednak.

Skład Elmedu szału nie robił. Z różnych przyczyn większość składu nie dojechała i przed pierwszym gwizdkiem na zielonym polu stał skład dość minimalistyczny, bo z rezerwą jednoosobową i do tego bez nominalnego bramkarza. Trudna sytuacja wymusiła zaskakujące rozwiązania. Wizytujący kraj ojczysty Aleks podjął rękawicę (a właściwie rękawice, bo sztuk dwie - podziękowania dla KJa z Istanbulu) i wystawił się pomiędzy słupkami. Z braku laku...

BPiK liczebnością przeważał, grą niespecjalnie. Elmed miał okazje, rywal miał bramki. Najpierw po długim słupku, potem po wolnym (plus żółta kartka dla interweniującego golkipera) zrobiło się nieciekawie. Cóż z tego, że były bardzo klarowne sytuacje, skoro napastnicy usilnie próbowali obalić prawa fizyki mówiące, że trudno jest przecisnąć ciało stałe (piłka) przez ciało stałe (ciało bramkarza, które mimo, że stałe, to jeszcze się poruszające). Niewykorzystane sytuacje kontra skuteczność i do przerwy wynik 0:2 dla rywala.

Druga połowa to zmiana "jedynki" w Elmedzie i lepsza gra ofensywna, przynosząca efekty. Dycha z wolnego (jakby tak wały powodziowe budowano, jak mur do wolnego, to by teraz Polska była częścią Bałtyku), Kaczor po rykoszecie (chciałby Pan Wojciech sobie bramkę przywłaszczyć, ale nie, nie, nie), ładna dwójkowa Ejan - Dycha i Ejan samemu ze sobą po kilku zwodach i innych wygibasach i wynik robi się przyzwoity.

Show musi być, jak to śpiewał niejaki Fred Mercury. Dycha notuje upadek, podbity stratą, później niedokładność w szeregach i remis. A czas płynie. Minuta za minutą i to BPiK ma szanse. Zastanawiające jest, jak to się człowiek musi natrudzić, by w sytuacji sam na sam z pustą bramką przegrać taki pojedynek. Bywa. A zegarek sobie sekundy odlicza do wyznaczonej pory. 4, 3, 2 i w końcu minuta do końca. Karne się rozgrzewają, bo liczą na moment chwały. Karne jednak nie doceniają Kasiorka Wojciecha. Minuta i one player show - Kasiorek 5:4 i Kasiorek 6:4. Jak, gdzie i skąd, nie wie nikt, ale fakt jest bezsprzeczny - dwa trafienia w 60 sekund i ten właśnie zawodnik kradnie przedstawienie w sposób tak bardzo ordynarny, że aż piękny. 6:4 i dziękujemy bardzo tym, którzy tak bardzo liczyli na niespodziankę i się przeliczyli. Passa nadal trwa.

Nie ma co ukrywać. Pierwsza połowa to klasyczna sytuacja, gdzie prowadząca drużyna nie wygrywa, co ta druga przegrywa. Druga odsłona szału nie robiła, ale nie chodzi o fajerwerki, a o bramki. Skąd nerwówka? Za mało ludzi do gry i ciężki mecz z poranka się w nogach i głowach odłożył. Punkty jednak są i to jest najważniejsze. Trzeba jednak nadmienić, że szwankuje komunikacja. Nie tak dramatycznie, by załamywać ręce i wzrokiem szukać zbawienia na niebie, ale takie niuanse warto poprawić przed meczami z dużo lepszymi przeciwnikami. BPiK się starało, kaliber jednak nie ten. Po prawdzie taktycznie chłopaki przegrali, bo mając tylu zmienników, nie potrafili zajechać zmęczonego mistrza. Ale to już nie jest problem Elmedu, czyż nie?

Sir Aleks