"I skończył się sen o potędze... "
W ostatnią niedzielę dosżło do szlagierowego pojedynku na szczycie w superlidze. Z jednej strony aktualny mistrz Kubix-Bud a z drugiej aktualny lider i pretendent Elmed. Mecz miał przynieśc wiele emocji, walki i radości, a przyniósł coś zupełnie innego.
Zbędne jest rozpisywanie się o spotkaniu, bo wystarczy przytoczyć wynik końcowy - 7:2 dla Kubixu. Coo można powidzieć o naszej grze? Najlepiej zamilknąć... Niestety, nie ma tak dobrze. Stare powiedzenie mówi, że mecze wygrywa się atakiem, mistrzostwa obroną. I myśmy obroną mistrzostwo najprawdopodobniej przegrali (skoro piłka dalej w grze, to może jeszcze nie...). Pierwsze 4 bramki to błędy obrony: brak zdecydowania w wybijaniu piłek i podawanie do przeciwników, złe ustawienie przy dośrodkowaniach oraz kilka innych niuansów typowo defensywnych. Po takich stratach ciężko jest odrabiać, szczególnie, gdy przeciwnik kumuluje swe siły w defensywie. Drugą sprawą jest brak płynności gry. Za duzo przytrzymywania piłki, zbyt mało rozciągania po skrzydłach i szybkiej wymiany "z pierwszej piłki". Mecz, który trwał 80 minut skończył się po 25, gdy było 4:1. A potem to już walenie glowa w mur i kolejne bramki z kontry.
Skąd taki wynik? Psychika. Nie po raz pierwszy przegrywamy trudny mecz (przypomnę halę i pogrom z MDD), mecz na szczycie. W decydujących momentach brakuje zdecydowania w defensywie, spokoju i koncepcji obronnych. Błędy każdy popełnia, jednak jeśli do nich dochodzi w takim meczu i sa tak podstawowe, to zaczyna być zastanawiajace. Nalezy pamiętać, że Elmed to nie bogowie futballu. Nikt niczego w imię zasług nie da, wszystko trzeba sobie wyszarpać, wykopać i wywalczyć na boisku. Inaczej to można sobie kopać tak sobie i się radować walką o srebra czy brązy. Mistrz jest tylko jeden, reszta to przegrani. Zbyt dużo zwycięztw w różnych ekipach gasi głód gry, pasja się redukuje i nie ma tego czegoś, tego zęba. Pamiętajmy, tak naprawdę jeszcze niczego nie ugraliśmy w naszej karierze. Pojedyńcze mistrzostwo czy puchar jakiś to tylko smak tego, co można osiągnąć, jeśli mocno się w sprawę uwierzy i o nią zawalczy.
Plusy w meczu? Brak kartek? Gole zdobyte w okienko czy główką przy bramkarzu wielkim jak bramka? Nie, bo wynik nas w żaden sposób nie broni. Trzeba się zastanowić, czy nie należałoby każdemu z osobna usiąść i pomyśleć, co ja zrobiłem nie tak i co mogę robić w przyszłości, by nie doznać tak upokarzającej porażki. A jeśli ktoś uzna, że wszystko było cudnie i wspaniale, to chyba powinien zabrac się za grę indywidualną, bo w zespołowej kariery nie zrobi. Wygrywa zespół i zespół przegrywa, choć w zespole nie trzeba tracić swojej indywidualności.
Chciałbym być najlepszy, chciałbym być mistrzem, jednak samemu nigdy nim nie zostanę. To my, zespół, musimy chcieć. Z każdej porażki należy wyciagać wnioski i oby podobna wpadka juz nigdy nie miała miejsca...