Gdyby mecze trwały jedną połowę...
W kolejnej kolejce (bo kto by sie połapał w zawiłościach siernieczkowego terminarza) trafił się nam zespół Formetu, znany szerszej publice pod dawną nazwą Siódmiak. Ekipa jak najbardziej solidna i twardo grająca, posiadająca w swych szeregach najstraszego grajka bydgoskich lig - Prezesa.
Druga połowa meczu to powrót do starych nawyków, za dużo zabawy, za mało skupienia. Tuż po rozpoczęciu spotkania błąd w defensywie i strata gola. Kilka minut później powtórka z rozrywki i debiutujący Aleks znów musiał wyciągac futbolówke z siatki. A potem to ostra walka o każdą piłkę, momentami nawet zbyt ostra. I strzał Dyszki w ostatnich sekundach przesądzający o ostatecznym wyniku... Po raz kolejny nie potrafiliśmy spokojnie kontrolować gry i zamiast ustawić szyki defensywne, podpalamy się, a rywal nas karci. Nie po raz pierwszy wystawiamy piłke oponentowi, zalicząjąc asysty przy straconych bramkach. Taki błędy bolą.
A pierwsza połowa? Nic dodać, nic ująć, ale dobra gra. Klasyczny hattrik Kaczora i spokojna kontrola na całym boisku. Gdyby nie dobra postawa golkipera drużyny przeciwnej, byłoby znacznie więcej goli. Prwada jest taka, że pierwsza połowa to coś, do czego należy dążyć. Nic dodać, nic ująć, było dobrze. Wynik 4:2 to żadna rewelacja, ale widać, że powoli idzie ku lepszemu.
Warto donotować czerwoną kartkę Lesia, który nie mógł się pogodzić z niektórymi interpretacjami przepisów ze strony arbitra.